Naukowiec i jego potwór

Naukowiec i jego potwór

Poniżej znajduje się fragment z Frankenstein: z adnotacjami dla naukowców, inżynierów i twórców wszelkiego rodzaju Mary Shelley, pod redakcją Davida H. Gustona, Eda Finna i Jasona Scotta Roberta.

Było prawie południe, kiedy dotarłem na szczyt wzniesienia. Przez jakiś czas siedziałem na skale z widokiem na morze lodu. Mgła spowiła zarówno to, jak i otaczające góry. Niebawem wiatr rozwiał chmurę i zszedłem na lodowiec. Powierzchnia jest bardzo nierówna, wznosi się jak fale wzburzonego morza, opada nisko i poprzecinana głębokimi szczelinami. Lodowe pole ma prawie ligę szerokości, ale spędziłem na nim prawie dwie godziny. Przeciwległa góra to naga, prostopadła skała. Od strony, w której teraz stałem, Montanvert znajdował się dokładnie naprzeciwko, w odległości jednej ligi; a nad nim wznosił się Mont Blanc w strasznym majestacie. Pozostałem w zakamarku skały, wpatrując się w tę cudowną i zdumiewającą scenę. Morze, a raczej rozległa rzeka lodu, wiło się wśród zależnych od siebie gór, których wierzchołki powietrzne wisiały nad jego zakamarkami. Ich lodowe i błyszczące szczyty lśniły w słońcu ponad chmurami. Moje serce, które wcześniej było pełne smutku, teraz wezbrało czymś w rodzaju radości; Zawołałem: „Wędrujące duchy, jeśli rzeczywiście wędrujecie i nie spoczywacie w waszych ciasnych łóżkach, dajcie mi to słabe szczęście lub zabierzcie mnie, jako swego towarzysza, z dala od radości życia”.



Przeczytaj książkę za darmo.

Mówiąc to, nagle ujrzałem w pewnej odległości postać mężczyzny, zbliżającego się do mnie z nadludzką szybkością. Przeskakiwał przez szczeliny w lodzie, wśród których szedłem ostrożnie; jego postura również, gdy się zbliżył, wydawał się przewyższać człowieka. Byłem zmartwiony: mgła ogarnęła mi oczy i poczułem, że ogarnia mnie omdlenie; ale szybko odbudowała mnie zimna wichura gór. Gdy kształt się zbliżył, spostrzegłem (ogromny i odrażający widok!), że to nieszczęśnik, którego stworzyłem. Zadrżałam z wściekłości i przerażenia, postanawiając poczekać na jego podejście, a następnie zbliżyć się do niego w śmiertelnej walce. On zbliżył się; jego twarz wyrażała gorzką udrękę połączoną z pogardą i złośliwością, podczas gdy nieziemska brzydota sprawiała, że ​​była prawie zbyt straszna dla ludzkich oczu. Ale prawie tego nie zauważyłem; Gniew i nienawiść początkowo pozbawiły mnie możliwości wypowiadania się, a ja wyzdrowiałem tylko po to, by zasypać go słowami wyrażającymi wściekłą odrazę i pogardę.

'Diabeł!' — wykrzyknąłem — czy odważysz się do mnie podejść? a nie boisz się gwałtownej zemsty mego ramienia na twoją nieszczęsną głowę? Odejdź, podły owad! a raczej zostań, abym cię zdeptał w proch! i och, abym mógł, wraz z wygaśnięciem twojej nędznej egzystencji, przywrócić te ofiary, które tak diabolicznie zamordowałeś!”

— Spodziewałem się tego przyjęcia — powiedział dajmon. „Wszyscy ludzie nienawidzą nieszczęśników; jakże mam być nienawidzony, który jestem nieszczęśliwy ponad wszystkie żywe istoty! A jednak ty, mój stwórco, nienawidzisz i odrzucasz mnie, twoją istotę, z którą jesteś związany więzami, które rozwiąże tylko unicestwienie jednego z nas. Zamierzasz mnie zabić. Jak śmiesz tak bawić się życiem? Wypełnij swój obowiązek wobec mnie, a ja wypełnię swój wobec ciebie i reszty ludzkości. Jeśli spełnisz moje warunki, zostawię ich i ciebie w spokoju; ale jeśli odmówisz, posmaruję paszczę śmierci, aż zostanie nasycona krwią twoich pozostałych przyjaciół”.

„Wstrętny potwór! diabeł, że jesteś! tortury piekielne są zbyt łagodną zemstą za twoje zbrodnie. Nieszczęsny diabeł! zarzucasz mi swoje stworzenie; chodź więc, abym mógł zgasić iskrę, którą tak niedbale obdarzyłem”.

Moja wściekłość nie znała granic; Skoczyłem na niego, popychany przez wszystkie uczucia, które mogą uzbroić jedną istotę przeciwko istnieniu drugiej.

Łatwo mi się wymykał i powiedział:

'Bądź spokojny! Błagam cię, byś mnie wysłuchał, zanim dasz upust swojej nienawiści na mojej oddanej głowie. Czy nie dość wycierpiałam, abyś chciał zwiększyć moją nędzę? Życie, choć może tylko nagromadzeniem udręki, jest mi drogie i będę go bronić. jedenaście Pamiętaj, uczyniłeś mnie potężniejszym od siebie; mój wzrost jest wyższy od twojego; moje stawy są bardziej elastyczne. Ale nie będę kuszony, aby się przeciw Tobie przeciwstawić. Jestem twoją istotą i będę nawet łagodna i posłuszna memu naturalnemu panu i królowi, jeśli ty również wykonasz swoją rolę, którą mi jesteś winien. Och, Frankensteinie, nie bądź sprawiedliwy wobec wszystkich i depcz tylko mnie, któremu najbardziej należy się twoja sprawiedliwość, a nawet łaska i miłość. Pamiętaj, że jestem twoim stworzeniem: powinienem być twoim Adamem; ale ja jestem raczej upadłym aniołem, którego wypędzasz z radości za żaden występek. Wszędzie, gdzie widzę błogość, z której tylko ja jestem nieodwołalnie wykluczona. Byłem życzliwy i dobry; nędza uczyniła ze mnie diabła. Uszczęśliw mnie, a znowu będę cnotliwy”.

'Przepadnij! Nie usłyszę cię. Między tobą a mną nie może być wspólnoty; jesteśmy wrogami. Odejdź, albo spróbujmy sił w walce, w której trzeba paść.

„Jak mogę cię poruszyć? Czy żadne błagania nie skłonią cię do zwrócenia przychylnego oka na twoje stworzenie, które błaga o twoją dobroć i współczucie? Uwierz mi, Frankenstein: byłem życzliwy; moja dusza jarzyła się miłością i człowieczeństwem: ale czyż nie jestem sam, żałośnie sam? Ty, mój Stwórco, brzydzisz się mną; Jaką nadzieję mogę zebrać od twoich bliźnich, którzy nic mi nie są winni? odrzucają mnie i nienawidzą. Moim schronieniem są pustynne góry i ponure lodowce. Wędrowałem tu wiele dni; jaskinie lodowe, których tylko się nie boję, są dla mnie mieszkaniem i jedynym, do którego człowiek nie ma pretensji. Pozdrawiam te ponure niebiosa, gdyż są dla mnie milsze niż wasze bliźni. Gdyby tłumy ludzkości wiedziały o moim istnieniu, postąpiłyby tak jak ty i uzbroiłyby się na moje zniszczenie. Czyż nie mam nienawidzić tych, którzy się mną brzydzą? Nie będę dotrzymywał stosunków z moimi wrogami. Jestem nieszczęśliwy, a oni podzielą moją nędzę. 12 Jednak jest w twojej mocy, aby mi wynagrodzić i uwolnić ich od zła, które pozostaje ci tylko uczynić tak wielkim, że nie tylko ty i twoja rodzina, ale tysiące innych zostanie pochłoniętych przez wir jego wściekłości . Niech wzruszy się twoje współczucie i nie lekceważ mnie. Posłuchaj mojej opowieści: kiedy to usłyszysz, porzuć mnie lub zlituj się nad mną, jak osądzisz, na co zasługuję. Ale posłuchaj mnie. Winni mogą, zgodnie z ludzkimi prawami, nawet krwawymi, mówić we własnej obronie, zanim zostaną skazani. Posłuchaj mnie, Frankensteinie. Oskarżasz mnie o morderstwo; a jednak z usatysfakcjonowanym sumieniem zniszczyłbyś swoje własne stworzenie. Och, chwal wieczną sprawiedliwość człowieka!13Jednak proszę, nie oszczędzaj mnie: posłuchaj mnie; a potem, jeśli możesz i jeśli chcesz, zniszcz dzieło swoich rąk”.

Powiązane zasoby edukacyjne

Czy jadalne popielice skrywają tajemnice fontanny młodości?

Kup książkę

Frankenstein: z adnotacjami dla naukowców, inżynierów i twórców wszelkiego rodzaju

Kup

„Dlaczego przywołujesz moje wspomnienia okoliczności, nad którymi drżę, aby się zastanowić, że byłem nędznym pochodzeniem i autorem? Niech będzie przeklęty dzień, znienawidzony diable, w którym po raz pierwszy ujrzałeś światło! Przeklęte (chociaż przeklinam siebie) ręce, które cię uformowały! Sprawiłeś, że jestem nieszczęśliwy, nie dający się wyrazić. Nie zostawiłeś mi żadnej siły, by zastanawiać się, czy jestem tylko dla ciebie, czy nie. Przepadnij! uwolnij mnie od widoku twojej znienawidzonej postaci”.

„W ten sposób uwalniam cię, mój Stwórco”, powiedział i położył znienawidzone ręce przed moimi oczami, które odrzuciłem z przemocą; „w ten sposób odbieram ci widok, którego brzydzisz się. Możesz mnie słuchać i udzielić mi współczucia. Przez cnoty, które kiedyś posiadałem, żądam tego od ciebie. Posłuchaj mojej opowieści; jest długa i dziwna, a temperatura tego miejsca nie przystaje do twoich delikatnych doznań; przyjdź do chaty na górze. Słońce jest jeszcze wysoko na niebie; zanim zejdzie, by ukryć się za ośnieżonymi przepaściami i oświetlić inny świat, usłyszysz moją historię i będziesz mógł zdecydować. Od ciebie zależy, czy na zawsze porzucę sąsiedztwo człowieka i prowadzę nieszkodliwe życie, czy też stanę się plagą twoich bliźnich i sprawcą twej rychłej ruiny.

Mówiąc to, prowadził przez lód: poszedłem za nim. Moje serce było pełne i nie odpowiedziałem mu; ale idąc dalej, rozważyłem różne argumenty, których użył, i postanowiłem przynajmniej wysłuchać jego opowieści. Po części ponaglała mnie ciekawość, a współczucie potwierdziło moje postanowienie. Do tej pory przypuszczałem, że jest mordercą mojego brata i gorliwie szukałem potwierdzenia lub zaprzeczenia tej opinii. Po raz pierwszy też poczułem, jakie są obowiązki stwórcy wobec swego stworzenia i że powinienem go uszczęśliwić, zanim narzekam na jego niegodziwość. Te motywy skłoniły mnie do spełnienia jego żądania. Przekroczyliśmy więc lód i wspięliśmy się na przeciwległą skałę. Powietrze było zimne, a deszcz znów zaczął padać: weszliśmy do chaty, diabeł z aurą uniesienia, ja z ciężkim sercem i przygnębionym duchem. Ale zgodziłem się słuchać; i siadając przy ogniu, który rozpalił mój wstrętny towarzysz, zaczął w ten sposób swoją opowieść.



11. Chociaż praca ta znacznie wyprzedza takich pisarzy egzystencjalnych jak Albert Camus (1913-1960) i John Paul Sartre (1905-1980), narracja Marii boryka się z wieloma tymi samymi problemami, w tym uczuciem udręki i bezsensu, zwłaszcza w obliczu cierpienie i ludzka skończoność. Podobnie jak egzystencjaliści, którzy uznali absurdalność nadawania sensu życiu w bezbożnym świecie, stworzenie Victora prowadzi życie pełne udręki i izolacji, a on nie ma twórcy, do którego mógłby zwrócić się o odpowiedzi lub pocieszenie. A jednak stworzenie nadal postrzega życie jako „drogie” i postanawia je „bronić” pomimo tej niekończącej się nędzy, co powtórzyli prawie sto lat później egzystencjaliści, którzy podkreślali zarówno absurdalność, jak i piękno wyboru dalszego życia. w obliczu cierpienia. Samo istnienie w tym sensie staje się formą oporu lub buntu przeciwko bezsensowności i naszej nieustępliwej trajektorii ku śmierci.
— Nicole Piemonte

12. Tutaj widzimy klasyczny sposób konstruowania „innego”. Stworzenie, wyrzutek ze społeczeństwa ludzkiego, błaga Victora, aby wysłuchał jego historii i zobaczył rzeczy z jego perspektywy. W istocie prosi o uznanie go za człowieka. A jednak, przewidując odrzucenie, stwór głosi również swoją nienawiść do ludzi, którzy mogą mu przyznać to uznanie. Ta głęboka ambiwalencja leży w pewnym sensie u podstaw inności. Drugi, jak argumentowali krytycy od Franza Fanona po Gayatri Spivak, ma rozdarcie w sobie, ranę w sercu jego osobowości. Wie, kim jest, a jednak w oczach innych ludzi widzi tylko potwora, za jakiego go sobie wyobrażają. W tej scenie ważne jest również, aby wziąć pod uwagę, że perspektywę stworzenia przedstawia sam Victor. Jako czytelnicy, nie możemy naprawdę poznać stworzenia, ani nigdy nie dowiemy się, co faktycznie mówi. Mamy tylko wersję Waltona wersji Victora historii stworzenia. Możliwe, że Victor po prostu chce, abyśmy wierzyli, że stwór nienawidzi ludzkości, dlatego zdecydował się zamieścić tylko najbardziej przerażające i mściwe wypowiedzi, jakie wypowiada stwór. Ponownie, to właśnie oznacza konstruowanie innego. Prawda o doświadczeniu innego jest nam odsunięta, ponieważ mamy do niej dostęp tylko poprzez reprezentacje stworzone przez społeczeństwo, które odrzuciło tego innego.
— Annalee Newitz

13. Pojęcie morderstwa funkcjonuje jak centralny papierek lakmusowy tu iw całej powieści. Z jednej strony, jeśli postrzegasz stworzenie Victora jako osobę, to Victor aprobuje morderstwo, próbując zniszczyć swoje dzieło. Rzeczywiście, bardzo trudno byłoby dokonać moralnego rozróżnienia między Victorem a stworzeniem, gdyby tak było. Z drugiej strony, jeśli stworzenie jest bestią, majątkiem lub demonem (jak często nazywa go Victor), to nie można go zamordować, ponieważ nie jest osobą. W czasie niewolnictwa pytanie to pojawiało się wielokrotnie. Czy właściciel może zostać oskarżony o zamordowanie części mienia? Kwestia była mocno upolityczniona, ponieważ oskarżenie właściciela o zamordowanie niewolnika byłoby uznaniem jego człowieczeństwa i tym samym zakwestionowaniem całej instytucji niewolnictwa. Nawet jeśli stworzenie w opowieści Mary nie jest człowiekiem, jego zniszczenie może nadal mieć konsekwencje moralne z innych powodów, ale Victor nie byłby winny morderstwa, a stworzenie popełniłoby przestępstwo, którego Victor sam nie był winny. Wydaje się, że Mary przewidziała przez dwa stulecia jeden z głównych problemów etycznych robotyki i sztucznej inteligencji. Jak wyrafinowana musiałaby być sztuczna inteligencja, zanim mogłaby zostać zamordowana? Skoro można go zamordować, to czy musimy stawić czoła kwestii jego zniewolenia?
— Sean A. Hays


Wyciąg z Frankenstein: z adnotacjami dla naukowców, inżynierów i twórców wszelkiego rodzaju Mary Shelley, pod redakcją Davida H. Gustona, Eda Finna i Jasona Scotta Roberta, opublikowana przez The MIT Press. Wszelkie prawa zastrzeżone.